Umiejętność stosowania przypraw jest sztuką. Nie można wobec tego przyjąć założenia, że istnieją jakieś sztywne kanony i ścisłe recepty, przestrzeganie których równoznaczne jest ze zdobyciem dyplomu „artysty". Nie mniejszym jednak błędem byłoby lekceważenie podstawowej wiedzy z tego zakresu, która jest sumą doświadczeń i tradycji wielu kuchni narodowych. Nie każdy ma szansę zostania wytrawnym znawcą smaków i twórcą ich nowatorskich połączeń, ale dźwigniecie się o jeden tylko szczebel ponad szarą i smutną nijakość gustów ukształtowanych spożywaniem dań monotonnych smakowo stanowi już niebłahe osiągniecie. Wierze, że szansę taką stwarza samo pobudzenie wyobraźni, otwarcie perspektyw, uświadomienie możliwości.
Naczelną zasadą, którą powinniśmy się kierować przy stosowaniu przypraw roślinnych, jest primum non nocere - po pierwsze nie szkodzić. A znaczy to: nie zabijać naturalnych smaków potraw, nie fałszować ich. Posłużmy się przykładem. Ideałem nie jest bynajmniej wyprodukowanie „czerniaka a la łosoś", ale wymyślenie takiego sposobu przyrządzania tej świetnej przecież ryby, by mogła ona - ujawniając swoje oryginalne walory smakowe - z łososiem konkurować. Konsekwencje tej zasady sięgają dalej i głębiej. Powinniśmy mianowicie przyjąć, że dla potraw sporządzanych z płodów naszej ziemi naturalną i najszlachetniejszą oprawę smakową stanowią przyprawy z tych ziół, które również wyrosły na naszej glebie. To nie szowinizm, a pokora wobec natury, która warzy w swym tyglu z niedoścignionym mistrzostwem to, co najpełniej współbrzmi z klimatem, w którym żyjemy, którym oddychamy, z ziemią, z której wyrośliśmy. Pogląd ten nie oznacza bynajmniej lekceważenia cieszących się uzasadnioną sławą przypraw'! aromatycznych korzeni, wyhodowanych w innym klimacie, nakazuje jednak umiar i rozsądek w ich stosowaniu.
Często również i lekarze opracowujący dla nas diety chorobowe eliminują z nich ostre, zbyt pikantne przyprawy importowane. Przyprawy ziołowe w swojej większości nie są szkodliwe dla zdrowia, przeciwnie - bardzo często mają działanie lecznicze. Podnoszą smak i jakość potraw oraz pobudzają apetyt, oczyszczają krew i uodporniają organizm na wiele dolegliwości, pojawiających się szczególnie w późniejszym wieku. Oto garść najogólniejszych uwag ułatwiających racjonalne stosowanie przypraw.
Istnieją dwie przeciwstawne szkoły doprawiania potraw, osiągające zamierzony efekt dwoma różnymi sposobami. Jedni - wykorzystując fakt znoszenia się smaków w kompozycjach przyprawowych - używają ich w dużych ilościach. Drudzy - a ten właśnie pogląd jest mi bliski - subtelnie cieniują smaki, stawiając sobie za cel uzyskanie dyskretniejszych harmonii aromatów. W obu przypadkach należy pamiętać, że nigdy nie ograniczamy się do jednej tylko przyprawy. Najmniejsza ich liczba to trzy, największa zaś - dziewięć. Mieszanki i proporcje należy zawsze wypróbować osobiście.
Potrawy ciężko strawne można i należy „przysmaczać" intensywniej, zawsze jednak pamiętając o zasadzie, że przyprawy nie mogą przygłuszać naturalnego smaku składników spożywczych, chyba że taka dominanta stanowi istotę dania, jak ma to miejsce choćby w przypadku sosów.
Zioła wybitnie aromatyczne, jak majeranek, tymianek czy tak bardzo już spopularyzowane w naszej kuchni listki laurowe - dodaje się na początku gotowania lub duszenia, aby potrawa miała czas przejść ich zapachem. Najlepiej nadają się do tego celu suszone gałązki ziół, które można przed wrzuceniem do rondla związać, a potem z łatwością usunąć. Tak samo powinniśmy robić z czosnkiem, cebulą, szczypiorkiem, świeżym koprem czy suszonymi grzybami. Oczywiście, postępowanie to, wynikające z chęci harmonijnego aromatyzowania potraw, znajdzie swych przeciwników w gronie osób skrupulatnie wyliczających odżywcze i witaminowe wartości pożywienia, w tym także i stosowanych przypraw. Nie da się ukryć, że w czasie gotowania albo duszenia niweczymy wartość witaminową świeżych ziół. Ale nie jest to bynajmniej zasada uniwersalna, postępujemy tak przecież przy przyrządzaniu niektórych tylko potraw, głównie pieczeni, natomiast inne wręcz wymagają, by posiekane zielone listki dodać do nich w ostatniej chwili, tuż przed podaniem na stół. A ponadto ziołami świeżymi dysponujemy latem, kiedy to ten niewielki w istocie ubytek witamin możemy sobie z łatwością zrekompensować.
Jeszcze innym sposobem aromatyzowania potraw z mięsa lub ryb jest nacieranie przyprawami surowych produktów lub też peklowanie czy marynowanie, tj. pozostawienie ich przez dłuższy czas w zetknięciu z przyprawami i korzeniami, w kąpieli z wina, oliwy, octu itp.
Należy pamiętać, że przyprawy rozdrabnia się ostrym nożem na porcelanowej lub fajansowej płytce, nigdy zaś - a dotyczy to szczególnie ziół świeżych - na drewnianej deseczce. Ponadto świeżych ziół nie wolno przy myciu wyciskać ani wygniatać. Można je tylko ewentualnie lekko obsuszyć w czystej ściereczce.
Przyprawy o działaniu pobudzającym (należą do nich głównie sprowadzane z zagranicy: drobno zmielone pieprz i gałka muszkatołowa, goździki, imbir, szafran, francuska kompozycja „4 epices", sosy tzw. „angielskie", ale i nasza rodzima gorczyca czy musztarda) należy dodawać przed samym Dodaniem potrawy, aby nic nie uronić z ich aromatu i smaku.
Nie bez znaczenia dla końcowego efektu jest moment solenia potrawy. Sól działa ściągające na komórki mięsne i roślinne. Dlatego też nie należy stosować jej przedwcześnie, pod groźbą pozbawienia przygotowywanego dania należytej soczystości i miękkości. Wydaje się, że w tej garstce „rad podstawowych" należałoby zamieścić także i przestrogę. Adepci trudnej sztuki przyprawiania potraw muszą liczyć się z faktem, że nie zawsze zastaną w sklepach pełny wybór poszukiwanych ziół, korzeni czy sosów. Trzeba więc będzie zdać się na własną pomysłowość. I tak smakosze stają się maniakalnymi kolekcjonerami, polującymi na ulubione zioła.
Sytuacja nie jest jednak beznadziejna. Zawsze przecież pozostaje możliwość samodzielnego uprawiania roślin przyprawowych albo zbierania dziko rosnących. Tych, którzy podejmą ten niemały trud, zachęcam do opanowania zasad podstawowych.
Suszenie: